Jesteś tutaj
Strona główna > Bez kategorii > Depozyt dobra

Depozyt dobra

Początek września to stały punkt odniesienia w ciągu roku. Rozpoczyna się wraz z nim dla dzieci i młodzieży okres wzmożonego wysiłku intelektualnego i osobistego, związanego z rokiem szkolnym, zaś z drugiej strony pracy wychowawczej prowadzonej przez pedagogów. Pewnie przez nasze skoncentrowanie na sprawach rodzinnych – mimo że szkoła dawno już za wieloma z nas – ten rytm wybrzmiewa również w naszej codzienności. Zgodnie z tradycją benedyktyńską warto przyjąć to jako naturalny bieg rzeczy i względem niego uporządkować nasze działania. Podobnie zresztą, jak uczyniliśmy to w poprzednim odcinku rozważań. Tym razem za punkt wyjścia chcę przyjąć sens tej wrześniowej cezury w naszym życiu – nadzieję na wzrost i troskę o tych, przed którymi stawia się pierwsze, a później coraz bardziej dojrzałe zadania mające na celu rozwój ich dojrzałości. W życiu duchowym wszyscy – daj Boże – jesteśmy przecież dziećmi.

W rozumieniu istoty naszego człowieczeństwa św. Benedykt starannie rozdziela to, kim jesteśmy i czym nas obdarowano z Bożej łaski, od tego, co z naszych rąk, ust i spojrzenia potrafi się zrodzić. Wiadomo – to czyni człowieka nieczystym, co wychodzi z wewnątrz. Jednak nienawiść do grzechu, którą bez wątpienia żywi ten Święty, i którą chce innych zarazić, nie wiąże takiego samego stosunku do człowieka. Ma on, to prawda, zgodnie ze wskazaniami Mnicha: „dawne swoje grzechy codziennie ze łzami i wzdychaniem na modlitwie wyznawać Bogu” (reguła 4, 57). Niemniej sama perspektywa spojrzenia na każdego z nas jest stała. Pozwala uchwycić ją mocne przekonanie, że Bóg „złożył w nas dobro” (reguła, prolog, 6). Zostaje ono powierzone człowiekowi, staje się jego skarbem, przedmiotem jego – jakże upragnionej przez Boga – troski. W tej pedagogice Bóg widzi nas przez pryzmat owego depozytu dobra, choćbyśmy go w naszym życiu głęboko ukryli, przez co inni nie dość łatwo są w stanie dostrzec nawet to, że dobro w ogóle się dostępne dla konkretnego człowieka. Słowa Benedykta są tu surowe: „Posługując się dobrem, jakie w nas [Bóg] złożył, powinniśmy zatem zawsze być Mu posłuszni, bo w przeciwnym razie mógłby nas nie tylko wydziedziczyć, jak rozgniewany Ojciec swoich synów, lecz także jak groźny Pan, obrażony naszą nikczemnością, wydać na wieczną karę sługi niegodne, gdyż nie chcieliśmy iść za Nim do chwały” (reguła, prolog, 6—7). Nie należy jednak dać się zwieść tej oschłości wypowiedzi, pamiętając, że święty autor pisze swą regułę jako fundator i wychowawca. W tych słowach chce podkreślić przede wszystkim znaczenie łaski, tego, że ona jest fundamentem i siłą sprawczą, a nie jedynie dodatkiem do ludzkich wysiłków. Słowa te stanowią bowiem kontynuację wyrażonej wcześniej myśli, która rysuje taki właśnie schemat życia człowieka. Benedykt streszcza ją w tak prostych słowach, że często, wobec poczucia swojej ogromnej niedoskonałości, staję wobec nich szczerze zakłopotany. „Przede wszystkim – mówi – gdy coś dobrego zamierzasz uczynić, módl się najpierw gorąco, by On sam to do końca doprowadził” (reguła, prolog 4). W jego ocenie najważniejsze to nawiązywać kontakt z Chrystusem w każdej sprawie tak wcześnie, jak tylko się da, przy każdej okazji i utrzymywać go wszelkimi możliwymi środkami i za wszelką cenę. Ot, taka pełna miłości rozmowa z kimś, kto wszystko może. Zawstydzająco proste.

Złożeniu w sercu każdego z nas depozytu dobra towarzyszy zaproszenie. „[Pan] szuka sobie współpracownika” (reguła, prolog, 14). Wybiera tych, którzy odpowiedzą na pytanie, czy miłują życie i pragną być szczęśliwi – błogosławieni. Gdy spotyka się z przyjęciem przez człowieka tego wezwania, ukazuje mu drogę życia, obiecuje swoją bliskość, poleca: „Odstąp od złego, czyń dobro, szukaj pokoju, idź za nim” [zestawienie fragmentów psalmów dokonane przez Benedykta, prolog, 17). Zaproszenie to jest zarówno jednorazowe i zarazem nieustanne. Jednorazowe, bo zawiera łaskę wiary. Nieustanne, bowiem – powiedzmy za św. Pawłem — „dokonawszy raz wyboru, codziennie wybierać muszę”. W tradycji monastycznej tę prawdę oddaje metanoia, która stanowi część ślubów zakonnych i element zobowiązania świeckich oblatów, pragnących żyć duchowością benedyktyńską. Pojęcie to z greckiego oznacza przemianę myśli, zmianę usposobienia. Z łaciny tłumaczy się je jako wewnętrzne odrodzenie. Odpowiada ona stanowisku św. Pawła, który mówi: Reformamini in novitate sensus vestri, „Przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”. Genialnie sens tego zamysłu streszczał papież Paweł VI, mówiąc: „Ta reforma jest najkonieczniejsza i najtrudniejsza. Zmienić własne myśli, własne upodobania, według woli Bożej, poprawić się ze swych wad, które często wysławiamy jako nasze zasady i cnoty, dążyć do stałej prawości wewnętrznej uczuć i zamiarów, pozwolić, by naprawdę kierowała nami miłość Boża, a zatem miłość bliźniego, słuchać naprawdę słowa Pańskiego i przyzwyczaić się do słuchania w pokorze i milczeniu wewnętrznym głosu Ducha Świętego, odżywiać ten zmysł Kościoła, który ułatwia nam zrozumienie tego, co jest boskiego i ludzkiego w nim, stać do dyspozycji w prostocie i wyrzeczeniu, bo one skłaniają nas do miłości i do wspaniałomyślnego i logicznego kroczenia za Chrystusem – to wszystko jest reformą, której się od nas wymaga przed wszelką inną“.

Trzymamy w rękach szczególny depozyt. Otrzymaliśmy nie tyle dobro do przechowania, co raczej dobro, które umożliwia nam przyjęcie Bożego zaproszenia i całkowitą przemianę serca. Tak, by ostatecznie – całkowicie się w nim zatracić.

Autor: Michał Królikowski

Dodaj komentarz

Top